Ta sprawa nie jest historią o technologii ani o sztucznej inteligencji jako takiej. Jest historią o tym, jak zmienił się sposób wyrządzania krzywdy i jak prawo oraz instytucje publiczne nie zawsze potrafią za tą zmianą nadążyć. W centrum wydarzeń znajduje się dziecko – uczennica szkoły podstawowej – której wizerunek został wykorzystany do stworzenia nagiego obrazu przy użyciu aplikacji opartej na AI, a następnie rozpowszechniany lub próbowano go rozpowszechniać w internecie.
Dopiero po zdecydowanej interwencji Urząd Ochrony Danych Osobowych i jego prezesa Mirosława Wróblewskiego prokuratura zdecydowała się wrócić do sprawy, którą wcześniej uznała za niewymagającą śledztwa. To, że konieczna była taka interwencja, samo w sobie mówi bardzo wiele o stanie ochrony małoletnich w realiach nowych technologii.
Spis treści
Co faktycznie się wydarzyło
Zgodnie z informacjami przedstawionymi przez UODO, uczniowie jednej ze szkół podstawowych wykorzystali aplikację opartą na sztucznej inteligencji do wygenerowania nagiego wizerunku swojej koleżanki. Obraz miał charakter intymny i odnosił się do realnej osoby – dziewczynki poniżej 15. roku życia. Istniało wysokie prawdopodobieństwo jej identyfikacji, szczególnie w środowisku szkolnym, w którym wszyscy się znali.
To, co odróżnia tę sprawę od wielu innych incydentów, to fakt, że nie skończyło się na jednorazowym „wygenerowaniu obrazu”. Pojawiły się informacje o próbach jego udostępniania innym osobom oraz o zachęcaniu kolejnych uczniów do podobnego wykorzystywania wizerunku dziewczynki w mediach społecznościowych. W praktyce oznacza to, że naruszenie mogło się powielać i rozprzestrzeniać, a dziecko traciło jakąkolwiek kontrolę nad własnym wizerunkiem.
Nie ma przy tym znaczenia, że nie doszło do rzeczywistej sesji fotograficznej. Dla ofiary – i dla jej otoczenia – skutek jest ten sam: powstaje intymny obraz przypisany do konkretnej osoby, który może funkcjonować w obiegu społecznym i cyfrowym.
Dlaczego ta sytuacja jest szczególnie niebezpieczna dla dziecka
W przypadku osób dorosłych naruszenie wizerunku bywa traktowane jako problem wizerunkowy lub reputacyjny. W przypadku dzieci sytuacja wygląda inaczej. Dziecko nie ma narzędzi, aby się bronić, wyjaśniać, reagować prawnie czy kontrolować rozpowszechnianie treści.
Wygenerowanie nagiego wizerunku dziecka:
- narusza jego godność,
- wprowadza je w kontekst seksualny, na który nigdy nie wyraziło zgody,
- może prowadzić do wykluczenia, hejtu lub długotrwałych problemów psychicznych,
- pozostawia cyfrowy ślad, którego nie da się w pełni usunąć.
Właśnie dlatego Prezes UODO od początku wskazywał, że nie można tej sprawy sprowadzać do „szkolnego żartu” ani incydentu o znikomej szkodliwości.
Dlaczego organy ścigania początkowo odmówiły działania
Po zawiadomieniu Policji przez Prezesa UODO organy ścigania odmówiły wszczęcia postępowania, a decyzja ta została następnie zatwierdzona przez prokuraturę. Uzasadnienie tej odmowy dobrze pokazuje, jak istotnym problemem okazała się bardzo literalna i wąska interpretacja obowiązujących przepisów.
Organy ścigania przyjęły, że wygenerowany obraz nie zawiera treści pornograficznych, ponieważ nie przedstawia narządów płciowych dziecka ani dziecka uczestniczącego w czynności seksualnej. Jednocześnie uznano, że pokrzywdzona nie poniosła szkody osobistej ani majątkowej, co w ocenie organów miało przemawiać przeciwko podejmowaniu dalszych działań. Wskazano również, że zdjęcie źródłowe pochodziło z ogólnodostępnych materiałów w internecie, a samo jego przerobienie przy użyciu aplikacji wykorzystującej sztuczną inteligencję nie zostało potraktowane jako przetwarzanie danych osobowych.
Każdy z tych argumentów, rozpatrywany osobno, może sprawiać wrażenie formalnie poprawnego. Zestawione razem tworzą jednak obraz systemu, który nie potrafi uchwycić rzeczywistej krzywdy dziecka, ponieważ poszukuje jej wyłącznie w klasycznych, podręcznikowych przykładach naruszeń, nieprzystających do realiów współczesnych technologii.
Dlaczego taka interpretacja jest błędna
Prezes UODO nie zgodził się z tą oceną i zwrócił się do Prokuratora Generalnego o ponowne rozważenie sprawy. Jego stanowisko było jasne i spójne.
Po pierwsze, publiczna dostępność zdjęcia nie oznacza dowolności jego użycia. Jeżeli obraz pozwala na identyfikację osoby, to nadal mamy do czynienia z danymi osobowymi. Fakt, że ktoś umieścił zdjęcie w internecie, nie daje innym prawa do jego seksualizującego przetwarzania.
Po drugie, wizerunek jest daną osobową, a jego modyfikacja i dalsze udostępnianie to operacje przetwarzania danych. W tej sprawie sprawcy nie mieli żadnej podstawy prawnej do takich działań – tym bardziej wobec osoby małoletniej.
Po trzecie, brak natychmiastowo wykazanej szkody nie oznacza, że szkody nie ma. W przypadku dzieci skutki naruszeń często ujawniają się z opóźnieniem i mogą towarzyszyć ofierze przez wiele lat.
Wątek CSAM i problem „wirtualnej” przemocy seksualnej
W analizie przedstawionej przez Prezesa UODO pojawia się również pojęcie CSAM – materiałów przedstawiających wykorzystywanie seksualne dzieci. To istotne, ponieważ pokazuje, że współczesna przemoc seksualna nie zawsze wiąże się z fizycznym kontaktem.
Orzecznictwo sądów, w tym Sądu Najwyższego, wskazuje, że pornografią dziecięcą mogą być także materiały przedstawiające dziecko w udawanej czynności seksualnej lub w jednoznacznie seksualizującym kontekście. To oznacza, że fakt użycia algorytmu zamiast aparatu nie usuwa społecznej ani prawnej szkodliwości takiego materiału, jeśli odnosi się on do realnej osoby.
Dlaczego wznowienie sprawy jest tak ważne
Ta sprawa pokazuje bardzo wyraźnie, że największym wyzwaniem w ochronie dzieci przed nadużyciami z wykorzystaniem sztucznej inteligencji nie jest sama technologia, lecz sposób jej rozumienia przez instytucje publiczne. Wygenerowanie i rozpowszechnianie intymnego wizerunku dziecka to realna krzywda, niezależnie od tego, czy obraz powstał w aparacie fotograficznym, czy w algorytmie. Początkowa odmowa wszczęcia postępowania unaoczniła, jak łatwo nowe formy naruszeń mogą „wypaść” poza schematy interpretacyjne prawa, jeśli ocenia się je wyłącznie przez pryzmat tradycyjnych definicji i natychmiastowych, mierzalnych szkód.
Interwencja Prezesa UODO i wznowienie sprawy przez prokuraturę mają znaczenie nie tylko dla tej jednej ofiary, ale także dla przyszłych podobnych przypadków. To sygnał, że ochrona wizerunku i godności dziecka musi być rozumiana szerzej – z uwzględnieniem długofalowych konsekwencji, kontekstu społecznego oraz faktu, że przemoc cyfrowa może mieć równie dotkliwe skutki jak przemoc „analogowa”. Jeżeli prawo ma chronić najsłabszych, musi reagować na krzywdę tam, gdzie ona faktycznie występuje, a nie tylko tam, gdzie łatwo ją zakwalifikować według dawnych schematów.
